Strona główna > Klocki autonomiczne > Język polski > Uczniowie teksty piszą

Uczniowie teksty piszą

Wersja do wydrukuWersja PDF

 

Mówią, że podróże kształcą. Chyba tak jest. Przekonała się o tym Wasza koleżanka. Przeczytajcie poniższy reportaż i przenieście się wraz z nią do urzekającej Hiszpanii...


Hola Espana

 

W drugiej połowie maja tego roku byłam na szkolnej wycieczce w Hiszpanii organizowanej przez nasze XIII LO. Przez osiem dni nazbierałam sporo informacji o Hiszpanach i ich sposobie życia w tym kraju. Postanowiłam podzielić się swoją wiedzą, by przed wakacjami zachęcić do podróży na Półwysep Iberyjski.

 

Miasta Hiszpanii tętniące życiem

Zacznę od miast, które zwiedziliśmy. Malaga i Sevilla to miejsca warte odwiedzenia. Piękne ulice, parki z palmami, tętniące życiem bary i restauracje to nie wszystko, co nam oferują te dwa miasta. Możemy oglądać tu wiele ciekawych zabytków arabskich takich jak Alkazaba w Maladze czy kościół Santa Iglesia  w Sewilli. Malaga i Sevilla to jedne z najczęściej odwiedzanych miast w Andaluzji, które mimo tego że są oblegane przez turystów, lśnią czystością. 

 

Hiszpańska codzienność

 

Kolejna kategoria to życie mieszkańców. Oj, tutaj różnic jest wiele, ale podam te najbardziej rzucające się w oczy. Hiszpanie nie wyobrażają sobie, by zaczynać pracę wcześniej niż o 9:00. W Hiszpanii także nierzadko unikają śniadania, a jeśli już postanowią coś zjeść rano, to jeden tościk z dżemem i kawka w zupełności im wystarczają. Mieszkania też różnią się od naszych. W domach niezwykle rzadko spotyka się "las alfombras", czyli dywany. Dlatego też nie ma u nich problemu z wchodzeniem do mieszkań w butach. Hiszpanie nie wieszją także firanek ani zasłon. Mają za to żaluzje, które są opuszczane wyłącznie na noc, wiec ich mieszkania są przepełnione światłem dziennym.

 

Hiszpańskie niebo w gębie

Ach, jedzenie! Kocham hiszpańskie smaki i dzielę tę miłość z innymi turystami. Dieta hiszpańska składa się głównie z ryżu, warzyw, owoców morza i świeżych  owoców. Spotykamy tam także wiele dań, w których króluje patata, czyli ziemniak, tak popularny w Polsce. Typowo hiszpańskie danie z ziemniaka to tortilla de patatas. Przepis na smakołyk nie jest  skomplikowany.

 

 

 

Składniki  dla czterech osób:

6 dużych jaj

6 średniej wielkości ziemniaków obranych i pokrojonych w kostkę lub plastry

1 cebula drobno posiekana

szczypta soli

oliwa z oliwek do smażenia 

Wykonanie:

1.    Rozgrzewamy oliwę na patelni i smażymy na niej ziemniaki.

2.    Gdy ziemniaki będą miękkie, dodajemy cebulę i smażymy jeszcze chwilę.

3.    Przekładamy ziemniaki z cebulą do miski i odstawiamy na bok, aby nieco przestygły.

4.    W misce rozmącamy widelcem jajka z solą, dodajemy podsmażone ziemniaki z cebulą.

5.    Na niedużej patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy z oliwek i wlewamy delikatnie masę jajeczno-ziemniaczaną.

6.    Smażymy na małym ogniu pod przykryciem około 8 minut (na złoty kolor).

7.    Odwracamy tortille na drugą stronę (przykładamy do patelni talerz, po czym energicznie odwracamy i delikatnie zsuwamy omlet z powrotem na patelnię) i smażymy kolejne 5 minut. Pycha!

 

Piękni Hiszpanie

Wiele osób uważa, że skoro Hiszpanie są  wysportowani, to pewnie dziewczyna, która w tym kraju uchodzi za ideał, jest szczupła, delikatnej budowy, ma miły uśmiech i nogi jak patyczki. To nieprawda!!! Perfekcyjna kobieta zdaniem Hiszpanów powinna mieć duży biust, szczupłą talię, szerokie biodra, sporą pupę i masywne uda. 

Z kolei ideał mężczyzny nie różni się od wzorów w innych krajach europejskich. Pamiętacie pewnie film "Tres metros sobre el cielo" ("3 metry nad niebem"). Grający tam Mario Casas - Hache jest uosobieniem urody idealnego Hiszpana.

Opiekun: Maria Soboń

 

Wakacje tuż, tuż...Zbliżają się wielkimi krokami. Warto wówczas sięgnąć po jakąś książkę dla relaksu. Już teraz chcemy zaproponować Wam przeczytanie opowiadania detektywistycznego, które napisała Paulina Dąbrowska z klasy IIe.

                                                                Zniszczony sukces

Para przyjaciół pewnym krokiem przemierzała ulice nigdy nieśpiącego miasta. Los Angeles z całą pewnością można nazwać tętniącym życiem miejscem. Roi się tutaj od różnorodnych, nieraz dziwnych osobowości. Jedni trafiają tu, aby poznać swoich idoli, drudzy chcą nimi się stać. Tak było też i w przypadku Katherine. Od najmłodszych lat pragnęła być na szczycie. Robiła wszystko, żeby zaistnieć, występowała w małych sztukach, brała udział w konkursach talentów. Pewnego dnia odniosła sukces. Przez przypadek wrzucony filmik do YouTube otworzył przed nią drzwi do kariery. Szybko stała się rozpoznawalna, a producenci zaczęli się o nią bić. Nim się obejrzała, wydała swoją debiutancką płytę i zebrała pokaźne grono fanów. Jej amerykański sen się ziścił. Niestety wraz z nim zawitały do niej też kłopoty.
- Nie możesz tak funkcjonować. To wcale nie sprawi, że poczujesz się lepiej. To staje się twoim uzależnieniem – zaczynał swoje nauki Ben. Z pewnością zasługuję na miano przyjaciela roku. Był z Katherine od samego początku. Gdy zaczynała śpiewać i brzmiała jak kogut przed mutacją, a także w czasie jej burzliwej i trudnej kariery. Nie opuszczał przyjaciółki nawet w sytuacjach bez wyjścia. Czego nie można powiedzieć o blondwłosej.
- Benny, poradzę sobie z tym. Ok?
- O nie, Kat. Nie patrz tak na mnie tymi swoimi dużymi, niebieskimi oczami. Nie zmienię zdania. Masz przestać kupować od niego i postaw się wreszcie jego szantażom – wrzasnął, lekko poirytowany.
- Ciszej – szepnęła speszona – ludzie mogą usłyszeć. Przecież dobrze wiesz, że nie są mi potrzebne kolejne skandale.
- Kto ma usłyszeć?! Ten tłum ludzi zapatrzonych w siebie i obserwujący każdy twój ruch? Tylko czekają, aż będą mogli ci zrobić jakieś upokarzające zdjęcie, gdy popełnisz jakiś błąd – odwrócił się do przyjaciółki. Wziął jej twarz w dłonie i głaskał lekko jej policzki.                                                                                                                                                                            – Kat, jesteś dla mnie jak młodsza siostra. Jako twój brat chcę dla ciebie jak najlepiej – uśmiechnął się do niej ciepło.
W mgnieniu oka Katherine stała się zimna i sztywna, a jakiekolwiek oznaki życia zniknęły z jej twarzy. W przejeżdżającym naprzeciwko szarym Volvo za oknem znikała odziana  w czarną, skórzaną rękawiczkę dłoń trzymająca pistolet. Nagle samochód zderzył się z ciężarówką z całym impetem.

         Czerwono – niebieskie światła policyjnych aut oświetliły główną ulicę Los Angeles, przyciągając w to miejsce tłumy ludzi. Detektyw Forbes przekroczyła czarno-żółtą taśmę, ukazując swoją odznakę funkcjonariuszowi odgradzającemu tłum od miejsca wypadku.
- Co tu się stało? – zapytała rudowłosa śledczego Kowalskiego.
- Morderstwo i wypadek samochodowy. Ofiara i sprawca nie żyją – streścił zwięźle i na temat, co było dla niego charakterystyczne. – Wygląda na to, że sprawiedliwości stało się zadość. Nam pozostaje tylko spisać protokół – wziął łapczywy łyk swojej już zimnej, taniej kawy. – Zapomniałem dodać, że ofiarą jest Katherine Greenberg.
- Ta piosenkarka? – Kowalski pokiwał twierdząco.                                                                                                                                – A to kto? – wskazała głową w stronę zapłakanego czarnowłosego, który opowiadał funkcjonariuszce, co się stało.
- Ben Lahey, przyjaciel ofiary, widział całe zdarzenie. Forbes podziękowała za informacje skinieniem głowy i odeszła w stronę świadka. Lekki deszcz odbijał się od jej ciężkich butów i moczył związane w kucyk włosy. Blaski fleszy atakowały ją z każdych stron. Choć w tym mieście często dochodzi do wypadków z udziałem gwiazd, za każdym razem mocno porusza to serca społeczności, a zdjęcia z miejsca zdarzenia potrafią osiągnąć niebagatelne sumy. Detektyw dobrze wiedziała o tym, że jest to doskonała uczta dla paparazzi oraz że nie da się ich powstrzymać od pełnienia swych obowiązków, dlatego też nauczyła się ich ignorować.
- Dobry wieczór, chciałabym się dowiedzieć paru rzeczy na temat tego, co tu się stało – wypranym z emocji głosem odezwała się do Bena, poprawiając swoje czarne okulary.
- Powiedziałam już wszystko tamtej pani – wskazał trzęsącą się dłonią na czarnoskórą funkcjonariuszkę.                                                                                                                                                                                                                                                         – Przepraszam, ale nie mam już dzisiaj siły – wstał jakby nieżywy i z pomocą brata udał się do samochodu.

         Elizabeth Forbes z doświadczenia nie wierzy w coś takiego jak łatwe sprawy, szczególnie w wydziale zabójstw w Los Angeles. Miasto słynące ze zdobycia wielkiej kariery, kryje także wielkie przekręty i przestępstwa. Z samego rana uporządkowała wszystkie zdobyte dowody i zeznania. Czytała właśnie wypowiedź przyjaciela Katherine Greenberg, gdy ekspres do kawy zakończył swoją pracę, a mała czarna czekała na nią, zwiastując początek pracowitego dnia. Zabrała wszystkie potrzebne jej dokumenty, duszkiem dopiła kawę i wsiadła do samochodu.
- Kierunek W Hollywood hotel – pomyślała.

Czarnowłosy mężczyzna leżał na hotelowym łóżku i patrzył bezsilnie w sufit. Był zdołowany. Rozmyślał, co by było, gdyby nie zatrzymali się na chodniku. Przecież mogli wejść do jakiegoś baru, wziąć ze sobą ochroniarza. Czemu poszli sami? Zadręczałby się dalej podobnymi pytaniami, gdyby nie głośne pukanie rozchodzące się po pokoju. Wstał powolnym ruchem i ruszył ku drzwiom. W progu zastała go pełna powagi i profesjonalizmu twarz detektyw Forbes.
- O co chodzi? – zapytał szorstko.
- Mogę wejść? – Ben popatrzył na nią z prośbą, aby tego nie robiła. Ona jednak przeszła pod jego opartą o framugę rękę i rozłożyła dokumenty na wolnym stoliku.
- Przejdźmy do rzeczy, zna pan kogoś, komu zależałoby na śmierci Katherine?
- Myślałem, że ten, który zmarł w zderzeniu z ciężarówką – powiedział lekko zmieszany.
- Tak się stało, ale mnie interesuje osoba, która jest odpowiedzialna za to zabójstwo.
- To chyba jasne! Ten koleś z Volvo ją postrzelił – warknął lekko poirytowany i zmęczony ciągłymi pytaniami. Chciał tylko, aby dali mu spokojnie opłakiwać Kat.
- To wiem, ale bardziej mnie interesuje, kto mu to zlecił. Kto mógł pragnąć jej śmierci? – Ben spojrzał na rudowłosą z zaciekawieniem –nie chcesz, aby dosięgła go sprawiedliwość?
- Chcę – odpowiedział twardo – może jej były, ten aktor… Greg Stark.
- Hm… sprawdziłam ostanie i najczęstsze połączenia strzelającego. Wynika z tego, że wielokrotnie kontaktował się z kimś przed wypadkiem. Niestety numer nie jest powiązany z nikim ze środowiska Katherine, oficjalnie oczywiście.
- Jej producent.
- Kto?
- Jej producent, Josh Smith. Ostatnio często miała z nim na pieńku, kłócili się, a on nie raz jej groził, że ją zniszczy. Tak przynajmniej mówiła – stwierdził Ben, przeglądając dokumenty.
- Już wiemy, kogo odwiedzimy – Els uśmiechnęła się znacząco.

         Duże, przeszklone biuro z pięknym widokiem na przetłoczone ulice Los Angeles należało do producenta, który słynął z promowania młodych talentów. Tym razem rozmowa nie dotyczyła wspierania nowej gwiazdy, a śmierci jego podopiecznej. Lekko posiwiały mężczyzna w eleganckim garniturze, siedział przed panią detektyw. Wyraźnie nie było widać po nim zdenerwowania czy strachu. Zauważalny był natomiast smutek. Czy był udawany? Określenie tego należało już do Forbes.
- Nie przyszłam tu na herbatkę i ciasteczka – spojrzała znacząco na stół i położone przed nią słodkości i napój – chcę się dowiedzieć, jak układało się ostatnio panu z klientką.
- Przyznam szczerze, że ostatnimi czasy bywało ciężko, ale wiedziałem, że Kat to dobra osoba i nie chciałem jej przekreślać.
- Ale pan to zrobił?
- Oczywiście, że nie – oburzył się pan Smith – jakbym mógł zniszczyć sukces, który stworzyłem od podstaw?
- Nie wiem, może pan mi to wytłumaczy.
- Nie ma pani ani jednego dowodu przeciwko mnie, więc proszę nie szargać mojego dobrego imienia – odburknął wyraźnie poirytowany, gładząc machinalnie idealnie gładki materiał garnituru.
- Dobrze, niech się już pan tak nie denerwuje. Tak właściwie, chciałam pana wypytać o podejrzenia w sprawie zabójcy Katherine – rudowłosa upiła łyk gorzkiej herbaty i popatrzyła znacząco na agenta.
- Sądzę, że mógłby to być jej były chłopak. Tak w zasadzie, to narzeczony – przybrał poważny i profesjonalny ton – zostawiła go zaraz po oświadczynach, mówiąc, że była z nim z przyzwyczajenia i dobroci oraz że nic do niego nie czuje. Podobnież nieźle się wkurzył. Mówią, że podarł i wyrzucił jej wszystkie ubrania przez okno.
- Nareszcie powiedział pan coś konkretnego.
- Cieszę się, że chociaż tak mogę pomóc kochanej Kat – pojedyncza łza spłynęła po jego policzku, szybko ją starł, zanim detektyw zdążyła wyjść.

- To na pewno ten adres? – dopytywał Ben po raz kolejny – stoimy tu od piętnastu minut.
- Od trzech dokładnie – Forbes ponownie nacisnęła dzwonek.
- Właśnie o tym mówię. Dał ci zły numer. Wiedziałem, że lepiej będzie, kiedy pójdę z tobą – w tej samej chwili drzwi otworzył średniego wzrostu kamerdyner.
- Pan Stark nie jest teraz w domu. Proszę zostawić swój numer. Poinformuję, gdy będzie w stanie rozmawiać z policją – bez zająknięcia wypowiedział regułkę, którą już pewnie znał na pamięć.
- Skąd pan wie, że jesteśmy z policji? – zdziwił się towarzysz detektyw.
- Broń jej się odznacza przy biodrze – odpowiedział z przymusem, jakby tylko błagał, żeby niechciani goście już sobie poszli.
Podczas gdy dwójka śledczych męczyła się z kamerdynerem, przez hol przeszedł poszukiwany przez nich aktor.
- Greg! – zawołał Ben. Stark spojrzał na nich. Skinieniem głowy kazał wpuścić parę do środka.
- Ben, jak się czujesz? Byłeś przy niej, gdy to… - jego głos się załamał, a w oczach zaczęły gromadzić się łzy – przepraszam, wejdźcie. A pani to?
- Detektyw Elizabeth Forbes.
- Niech zgadnę, chce mi pani zadać kilka pytań? – uśmiechnął się ironicznie.
- Dokładnie. Ma pan z tym jakiś problem?
- Skąd. Zapraszam – wskazał kanapę w salonie.
Usiedli wygodnie na brązowych, skórzanych kanapach. Els i Ben naprzeciwko Grega.
- Postaram się nie zająć panu dużo czasu – Stark pokiwał głową – jakie utrzymywał pan stosunki z Katherine Greenberg?
- Ostatnio nie za dobre – spojrzał na widok za oknem, ale szybko wrócił wzrokiem do detektyw – wiem, w jakim ta cała sytuacja stawia mnie świetle. Zraniony, upokorzony były chłopak odgrywa się na byłej. To nie jest tak. Kochałem ją i zawsze będę. Nigdy nie zrobiłbym jej krzywdy czy chce pani w to wierzyć, czy nie. Tyle mam do powiedzenia. Proszę opuścić mój dom – przy ostatnich słowach głos Starka niewyobrażalnie drżał od napływu emocji. Detektyw wraz z partnerem opuścili posiadłość aktora. Zauważyli, że jest on na skraju załamania.

Przesiąknięci bezsilnością siedzieli znużeni nad dokumentami sprawy. Detektyw od nowa czytała każde słowo w papierach. Natomiast Ben nie mógł już na to patrzeć. Przeglądał strony informacyjne na swoim laptopie. Nagle natknął się na artykuł pod tytułem: „Wzrost popularności Kat?”. Zamieszczony był tam wykres przedstawiający wzrost sprzedawalności ostatniej płyty Katherine Greenberg.
- Co, jeśli ktoś ją zabił dla pieniędzy? – Forbes wychyliła nos z papierów i spojrzała pytająco na chłopaka – jej ostatnia płyta nie była sukcesem, a agencja lekko upadała. Po jej śmierci sprzedaż płyty wzrosła, a producent zarobił.
- Producentem jest Josh Smith – zauważyła Els, jakby to wszytsko było prostą łamigłówką.

- To wszystko twoja wina! – Ben wbiegł do gabinetu Josha – przyznaj się, co jej zrobiłeś!
- O czym ty mówisz młody człowieku? – zdziwił się Smith.
- O Kat. O tym, jak ją wykorzystałeś, żeby się wzbogacić – zbliżył się do niego i szarpnął za jego idealnie wyprasowany kołnierz od koszuli. – Jesteś potworem – wyszeptał i uderzył go   z całej siły w szczękę.
- Jesteś głupi, jeśli myślisz, że nie mam tu kamer. Właśnie zarejestrowały to, co zrobiłeś, ale nie zapiszą tego, co powiem – uśmiechnął się z wyższością. – Zleciłem zabicie jej. Zniszczyła  mnie. Wykorzystała. To jej się należało. Mówiła, jak to mnie kocha, a kiedy dostała to, co chciała… powiedziała mi, żebyśmy zostali przyjaciółmi. Wiesz czego ode mnie chciała? Pieniędzy. Przez nią prawie zbankrutowałem. Odebrałem tylko to, co mi się należało.
- A ty myślałeś, że jestem tak głupi, żeby nie mieć przy sobie podsłuchu? – Ben uśmiechnął się zwycięsko. – Warto mieć znajomą policjantkę.

 

Miesiąc później
        

W skrzynce na listy leżała biała koperta z zawartością od pewnej pani detektyw. Ben ubrany jeszcze w szlafrok wyjął przesyłkę i otworzył ją. W środku była kopia aktu oskarżenia Josha Smitha o zlecenie zabójstwa Katherine Greenberg. Czarnowłosy popatrzył  w górę ze zwycięskim wyrazem twarzy. Wiedział, że jego przyjaciółka jest dumna z tego, jak poradził sobie z dotarciem do prawdy. Postanowił na stałe zapisać numer detektyw Elizabeth Forbes. Miał przeczucie, że może mu się on jeszcze przydać.   

                                                                                                                                                   Opiekun: Justyna Staluszka

Niełatwo jest osiągnąć jakiś sukces, należy ciężko pracować, by zdobyć laury. Wysiłek jednak się opłaca, bo daje dużą satysfakcję z wygranej. Przekonały się o tym dziewczyny z klasy IIIA, laureatki tegorocznej olimpiady z języka polskiego. Zobaczcie, co mają do powiedzenia na ten temat.

Laureatką być

czyli konkurs polonistyczny od podszewki

Nigdy nie sądziłyśmy, że to właśnie nas spotka takie wyróżnienie. Konkurs Polonistyczny wymagał od nas wielu poświęceń, cierpliwości i samozaparcia. Z początkiem września zaczęły się nasze przygotowania. Każdego tygodnia aż do lutego, zostawałyśmy po zajęciach – godzinę, czasem dwie. Dyskutowałyśmy nad programowymi utworami, których ilość z początku nas przeraziła. Omawiałyśmy wiele dzieł, począwszy od długich klasyków literatury światowej – „Imienia róży” Umberto Eco, przez wiersze Eugeniusza Tkaczyszyna - Dyckiego, Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej, powieści poetyckie Byrona, Poego i Malczewskiego aż do obrazów Fridy Kahlo, Caspara Friedricha i kilku ambitnych produkcji filmowych. Uff!

Razem z naszą polonistką – Marią  Soboń, której zawdzięczamy nasz sukces - przebrnęłyśmy przez dwadzieścia pięć opasłych tomiszczy o różnorakiej, czasem zawiłej treści. Jakże często miałyśmy dość wyzwań interpretacyjnych, przed którymi stawiały nas niełatwe teksty literackie.

Sam egzamin był bardzo wymagający. Nie wiedziałyśmy, czego się spodziewać pomimo faktu, że w konkursie jesteśmy już dinozaurami – w poprzednim roku dotarłyśmy do drugiego etapu. Progi zostały podniesione do 90%, dobór lektur nie nastrajał nas optymistycznie. Nasze obawy były niestety uzasadnione, ponieważ poziom trudności konkursu był wyższy niż kiedykolwiek. Po etapie rejonowym byłyśmy pełne złych przeczuć. Niepotrzebnie, bo przeszłyśmy do finału w komplecie. Warto podkreślić, że konkurs składał się z trzech trudnych etapów i tylko trzeci dawał tytuł laureata lub finalisty. Nawet jeśli świetnie napisało się drugi etap, cała zabawa zaczynała się na nowo w trzecim, ostatnim etapie.

Czy było warto? Po sześciu miesiącach mozolnej pracy śmiało możemy stwierdzić, że trud wydał obfity plon. Jesteśmy dumne z naszych osiągnięć: dwie z nas - Natalia Karwowska i Zuzanna Kaczor – zostały laureatkami. Jesteśmy zwolnione z egzaminu gimnazjalnego (100 procent z języka polskiego i otwarte drzwi przy naborze do szkół średnich). Gabrysia Gurtat (tytuł finalistki uzyskała także w ubiegłym roku jako drugoklasistka) i Agata Stróż cieszą się z tytułu finalistek.                                                 

                                                                                                                                                                               Natalia i Zuza 

 

Początki świata, początki życia, początki w szkole…

   Pierwsze dni w nowym miejscu zawsze budzą nasze obawy. Ale nie taki diabeł straszny, jak  go malują. Przekonało się o tym wielu uczniów naszej szkoły, którzy przekroczyli progi tej szacownej placówki.

   A co o początkach w nowym XIII LO sądzą licealiści?

 

Pół roku w XIII Liceum

Nowa szkoła to wielkie wyzwanie. Trudno mu sprostać, ale nie taki diabeł straszny, szczególnie gdy ma się grono sprawdzonych przyjacół. Jak minęło pierwsze pół roku w nowej szkole? Może poniższa garść refleksji da odpowiedź na to pytanie.

Drogi pamiętniku,

jak ten czas szybko leci! Nie mogę uwierzyć, że już więcej niż pół roku temu, ponownie udałam się na rozpoczęcie roku szkolnego w Trzynastce, jednak tym razem jako licealistka! Minęło ponad sześć miesięcy, od kiedy po raz pierwszy przywitałam się z moimi nowymi przyjaciółmi i od kiedy zaczęliśmy wspólnie budować naszą klasę i tym samym tworzyć fundamenty XIII LO...  Rozpoczęcie nauki w liceum to definitywnie jeden z ważniejszych elementów drogi edukacyjnej każdego człowieka, więc wydaje mi się, że przyszedł odpowiedni moment, abym i ja uwieczniła na papierze to wydarzenie.

Ach, pamiętam te nerwy, a także ekscytację przed pierwszym września. W głowie kłębiło mi się wiele myśli oraz pytań zarówno o moją przyszłą klasę, o nauczycieli, jak i o samą naukę w liceum. Emocje te ustąpiły gdy po uroczystościach odbywających się w hali, zasiedliśmy w ławkach sali D102 i zaczęliśmy się ze sobą zapoznawać. Po zakończeniu uroczystości na miejsce tych uczuć wstąpiła ogromna ciekawość i zainteresowanie nowo poznanymi. Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale nie mogłam się doczekać, aby następnego poranka wstać i pójść do szkoły! Od tamtego momentu zaczęliśmy zaprzyjaźniać się, spędzać wspólnie czas, współpracować, tworzyć grupę. 22 września garstka z nas pojechała pociągiem na Rajd Integracyjny. Założeniem była rzecz jasna integracja, ale niestety, tak jak już zaznaczyłam, było nas zbyt mało. Mieliśmy jednak czas na integrację podczas celebracji Dnia Chłopaka, kiedy wraz z resztą dziewczyn zorganizowałyśmy dla męskiej części naszej klasy różnego rodzaju zadania na świeżym powietrzu. Wydaje mi się, że mogę powiedzieć, że mniej więcej od tego momentu rozpoczęła się prawdziwa licealna nauka. Oczywiście przeplatała się ona z wieloma zabawnymi i wartymi zapamiętania chwilami. O! Przypomniało mi się jak spędziliśmy Mikołajki - graliśmy w różne gry przy akompaniamencie muzyki, jedząc przekąski. Fakt, może brzmi to banalnie, ale to był bez dwóch zdań miło spędzony czas! No ale właśnie, wrócę jeszcze do tej nauki. Szczerze mówiąc, troszkę się obawiałam, jak będą wyglądały lekcje, że będę miała bardzo dużo nauki- ogólnie, że nie dam rady i to wszystko mnie przytłoczy. Ku mojemu zdziwieniu, moje obawy nie potwierdziły się. Lekcje wyglądają w większości bardzo podobnie do tych, które pamiętam z gimnazjum. Oczywiście, pojawia się dużo nowych i trudnych zagadnień, więc trzeba troszkę dłużej przysiąść nad książkami, ale po pierwsze: wiedza na lekcjach jest nam przekazywana w sposób przystępny i nie ma problemu, gdy ktoś prosi o ponowne wytłumaczenie danego zagadnienia, po drugie: ilość materiału jest adekwatna do naszego wieku. Poza tym jestem mile zaskoczona, że nasze zdanie naprawdę się liczy: nasze pomysły są słuchane, mamy możliwość rozwoju pod wieloma aspektami. Panuje dość duża elastyczność, oczywiście w rozsądnym spektrum. Ostatnio pojawiła się też inicjatywa ze strony dyrekcji, aby położyć kres pracom domowym!

Pół roku, które właśnie mija, mogę śmiało uznać za udany. Był to czas bardzo pozytywny, pouczający (nie tylko w sensie edukacji szkolnej), będzie miało miejsce jeszcze wiele pamiętnych chwil, np. planowana przez nas wycieczka do Budapesztu. Oczywiście, życie to nie sielanka i same dobre przygody. Każdy się potyka na wyboistej drodze życia, więc zdarzyło się parę nieporozumień, negatywnych emocji i błędów, ale przecież jak mawiał Thomas Edison "Nie poniosłem porażki. Po prostu odkryłem 10.000 błędnych rozwiązań.". Każdy dzień nas czegoś nauczył, nawet jeśli wydawał się być dniem straconym. Trzeba to po prostu zrozumieć. MP

                                                                                                                                                                     Opiekun: Maria Soboń